środa, 25 czerwca 2014

Od Silvanalis: Schorowany goblin

Dziewczyna (bo na pewno nie była pełnoletnia) cofnęła ręce od siodła konia. Nałożyłam na cięciwę kolejną strzałę.
-Jeden ruch i zginiesz.- ostrzegłam.- Podejdź tu.
Dziewczyna posłusznie podeszła z rękami w górze. Gdy upewniłam się, że gobliny nie usłyszą naszej rozmowy spytałam:
-Jesteś tutaj w niewoli?
Pokiwała głową.
-Był z tobą w lochu młody centaur?
Również przytaknęła.
-Prowadź do namiotu wodza.- rozkazałam.
-Robisz ze mnie zakładnika? To nie ma sensu.- odparła ironicznie.
-Wiem to.- odparowałam.- Ale możesz mi się przydać...
Poszłyśmy więc do namiotu wodza. Jakiś strażnik odważył się strzelić w naszą stronę z kuszy, ale bełt nieszkodliwie utknął przed stopami dziewczyny. W odpowiedzi wystrzeliłam jedną ze swoich strzał tak, że minęła odstające ucho goblina o włos. Później już nikt nie odważył się do nas strzelać.
-Masz przy sobie jakąś broń?- spytałam szeptem dziewczynę.
-Sztylet.- odparła.
-Przyda ci się.- rzuciłam i weszłyśmy do środka.
Glud, wódz goblinów, widząc mnie podskoczył jak oparzony. Towarzyszący mu mały gobliński dzieciak trząsł się pod stołem a strażnicy cofnęli się o parę kroków. Gdy jednak Glud zauważył towarzyszącą mi dziewczynę mocno się wkurzył.
-NADAL ŻYJESZ?!- krzyknął do niej.- Niech cię szlag, Kerrai!
Ładne imię, pomyślałam i wzięłam głos.
-Głośniej Glud, bo cię jeszcze na drugim końcu kraju nie słyszeli.
-Czego tu szukasz?- odwarknął nadal wkurzony goblin.
-Dobrze wiesz czego.- odparłam.- Pojmaliście tydzień temu jednego z naszych.
-I co? Chcesz go odbić?- powiedział z przekąsem Glud, zaśmiał się ochryple, ale po chwili rozkaszlał się okropnie.
-Cóż to? W końcu dorwało cię jakieś choróbsko?- spytałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Niczego gorszego nie życzyłam temu wstrętnemu robakowi niż umrzeć na jakąś chorobę zakaźną i przy okazji wytępić resztę wioski.
-Domyślasz się co mi się stało!- wrzasnął rozsierdzony władca goblinów.- Ta wstrętna dziewucha -tu pokazał palcem na Kerrai, która z kolei uśmiechnęła się złośliwie- umaczała strzały w jakimś świństwie, które produkujecie wy, centaury!
-I liczysz, że ci pomogę wyzdrowieć?- spytałam ironicznie.
-Oj pomożesz mi...- odparł Glud z chytrym uśmiechem-...inaczej nie wypuścimy tego biedaka, po którego przyjechałaś.
Przygryzłam wargę. Nie mogę zostawić w tych lochach własnego kuzyna (nieważne jak bardzo sobie zasłużył swoją głupotą). Nie mogę też pozwolić, by gobliny poznały recepturę naszej trucizny. W końcu wpadłam na pewien plan.
-Muszę się chwilę zastanowić- powiedziałam i skinęłam głową na Kerrai, by wyszła ze mną na zewnątrz. 
Odsunęłyśmy się na odpowiednią odległość.
-Potrzebuję twojej pomocy.- wypaliłam od razu.
Kerrai uniosła pytająco brew.
-A co mogę zrobi ja, by pomóc centaurowi?- spytała.
-Ten centaur, który był zamknięty z tobą w lochu to mój kuzyn- odparłam.- Pojmano go przez jego własną nieuwagę i według zasad, które mi wpojono powinnam go tu zostawić, ale jedynej rodziny nie mogę porzucić.
-Z drugiej strony jeśli dasz im antidotum wykorzystają jego skład w przyszłości.- Kerrai zamyśliła się.- Musimy więc uratować zarówno twojego kuzyna i tajemny skład tego lekarstwa.
Zastanawiałyśmy się chwilę w ciszy.
-Chyba mam pomysł.- powiedziałam po chwili.

-No jesteście w końcu!- odparł pogardliwie Glud gdy weszłyśmy do namiotu.- Już myślałem, że zwiałaś z powrotem do lasu, dzikusko.
Puściłam ten komentarz mimo uszu.
-Wymieńmy się.- odparłam po chwili.- Butelka antidotum za uwięzionego centaura.- wyciągnęłam z mojej torby buteleczkę z turkusowym płynem.
-Dwaj to!- rozkazał Glud.
-Nie tak szybko! Najpierw przyprowadźcie tu więźnia.
Glud niechętnie skinął głową na dwóch strażników i po chwili gobliny wprowadziły do namiotu mojego kuzyna, Cethrona. Chłopak widząc mnie z lekarstwem w dłoni szybko domyślił się co zamierzam zrobić. Pokręcił przecząco głową za plecami wodza.
Poradzę sobie, tak mówiło jego spojrzenia.
Wiem co robię, odparłam również niemo.
-A teraz dawaj to!- warknął Glud i towarzyszący mu smarkacz wyrwał mi z dłoni buteleczkę.
Glud zrobił to czego się spodziewałam. Wziął mały łyczek a resztę zostawił do badań nad składem lekarstwa.
-To się teraz zabawimy!- powiedział.- ZABIĆ ICH!
Przewidziałyśmy to już z Kerrai wcześniej i wyjęłyśmy broń zanim napastnicy zareagowali na rozkaz. Cethron najwyraźniej też pojął o co chodzi, bo wyszarpnął się strażnikom i stratował ich. Kerrai skoczyła w stronę Gluda. Ten spodziewając się ataku zasłonił się odruchowo rękoma, ale dziewczyna nie zaatakowała. Porwała ze stolika buteleczkę antidotum i ruszyła w stronę wyjścia, a Cethron i ja za nią. Kerrai dopędziła swojego konia i ruszyła cwałem w stronę lasu. Szybko ją dogoniliśmy i po chwili Glud mógł już tylko przeklinać.
-Dzięki za pomoc.- powiedział Cethron kiedy już spokojnie mogliśmy iść stępem.
-Dobrze wiesz, że powinnam cię tam zostawić...- odarłam.- ale twój ojciec a mój wuj wyraźnie mi rozkazał po ciebie wracać. Czeka cię w domu solidna kara.
-Czyli mamy szczęśliwe zakończenie- rzuciła Kerrai.- Ja i twój kuzyn jesteśmy wolni a sekret antidotm nadal bezpieczny.- dziewczyna juz chciała mi oddać flakonik, ale pokręciłam przecząco głową.
-Zatrzymaj to w ramach podziękowania.
Cethron parę minut potem pojechał na zachód do swojego stada a ja z czystej nudy towarzyszyłam Kerrai.

Kerrai? Co robimy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz