Jechałam kłusem obserwując jednocześnie otoczenie.Zamierzałam opuścić jak najszybciej okolicę terenu goblinów.Wtem obok mojej głowy przymknęła strzała i wbiła się w grunt przede mną.Zatrzymałam wierzchowca.Lotki była czarne,czyli goblińskie.Obejrzałam się za siebie.Na koniu jechał za mną goblin Glud'a i już mierzył się do następnego strzału.Obróciłam się w siodle i szturchnęłam konia.Ten ruszył ,a ja zdjęłam własny łuk zawieszony na plecach i strzeliłam mu w rękę trzymającą broń.Ten nadal jadąc za mną wyrwał sobie wadzący przedmiot z ręki i wydał z siebie dziki okrzyk unosząc głowę do góry.I kolejna strzała o czerwonych lotkach pomknęła ku stworowi tym razem trafiając w gardło.Goblin spadł ze swego wierzchowca.Zatrzymałam konia i zawróciłam go ku ciału.Zagrabiłam co się dało ucięłam łeb Goblinowi.
-Och Gludzie i jak ja mam cię nie dręczyć kiedy sam mnie do tego zachęcasz?-spytałam sama siebie z udawanym zmartwieniem i władowałam go na Kasztana.
-Wybacz koniku...to akurat zaboli cie najmniej-rzuciłam dając mu po zadzie by odbiegł.Sama wsiadłam na konia Goblina i ruszyłam w dalszą drogę.
Glud?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz