Wsadzono mnie do lochu.Było to zdecydowanie lepsze od pala do, którego przywiązano mnie ostatnio.Było tam też kilku innych i centaur.Z początku ludzie patrzyli na mnie krzywo i niechętnie,ale potem zaczęli się krzywo uśmiechać.Byłam tu jedyną kobietą,ale nie przeszkadzało mi to.Uśmiechnęłam się wyginając twarz by pokazać im jak krzywe są ich twarze.Trzem to się nie spodobało.Pozostali dwaj zaśmiali się tylko i usiedli na sianie służącym za łóżko.Pierwszy z tych ,którzy do mnie podeszli był chudy o podłużnej twarzy z wygiętą szczęką i niedbale przyciętym zarostem.Natomiast dwaj pozostali byli wysokimi i nieco otyłymi bliźniakami.Pewnie nie są tu od dawna...,pomyślałam patrząc na ich niezdarne nie tknięte głodem cielska.Chudy chwycił mnie swymi kościstymi palcami za gardło.Zaskakującym było jaka siła drzemała w tym szczurze.Uśmiechną się kpiąco.Zrzedła mu minka gdy dostrzegł sztylet ,który wyciągnęłam zza pasa.Choć gobliny mnie przeszukały i odebrały mi łuk oraz miecz(posługuję się mieczem średniej długości o zagiętym ostrzu) to nie znalazły tego małego,ale jakże zabójczego narzędzia.Zapadła jeszcze większa cisza.Mężczyzna wstrzymał oddech gdy podsunęłam mu do gardła sztylet.Poluzował uścisk i cofną rękę.Centaur podniósł na mnie wzrok.Jego oczy otworzyły się szerzej na widok bogato zdobionej rękojeści.Zmarszczył nos i odwrócił wzrok.Pewnie domyślił się kim jestem.Wtem usłyszałam kroki.Schowałam broń i obróciłam się w stronę niskiego przysadzistego goblina z włócznią w ręku.Wywołał mnie po imieniu i zaprowadził do namiotu Glud'a.Wódz leżał na swym posłaniu oddychając płytko.Na dźwięk głosu swych sług podniósł się do siadu.Spojrzał na mnie i na pilnujących mnie ze stale przygotowaną bronią mężczyzn.
-Jakie jest lekarstwo?-spytał powoli i spokojnie ochrypłym głosem.
-Ono nie istnieje...-powiedziałam obojętnie.
Wskazał tylko na stojącego u jego boku chłopaka,a ten podszedł do mnie ze drzazgą umaczaną w znajomym mi płynie.
-Jeśli mi tego za raz nie powiesz otrzymasz dodatkową motywację-powiedział marszcząc brwi.
Otworzyłam szeroko oczy przyglądając się chłopakowi i trzymanemu przez niego przedmiotowi.Podniosłam wzrok na Glud'a.
-Nie ja je wytworzyłam...-westchnęłam.
-Więc z kąt je masz?
Zawahałam się,ale po chwili kontynuowałam:
-Znalazłam je w zniszczonej wiosce centaurów.-wzruszyłam ramionami-Może oni znają lekarstwo.
Gobliny spojrzały po sobie.W końcu wszystkie oczy łącznie z moimi spoczęły na wodzu.Ten znów zmarszczył czoło i wskazał na chłopca.
-Ty opowiedz mnie zbytnio boli gardło.
Młody goblin rozejrzał się po zebranych i zaczął niepewnie:
-Ponad dwadzieścia lat temu centaury z jednej z wiosek wymyśliły truciznę idealną do maczania w nich strzał.Chroniły skutecznie tajemnicę jej receptury oraz samych próbek.Metodę wytwarzania zdradzały tylko swoim.W pewnym momencie jednak zagroził im konflikt z dotychczasowymi sojusznikami.W zamian za wznowienie sojuszu mieli im przekazać w darze kilka buteleczek trucizny.Niedługo po tym napadli ich ludzie.Podobno zginęli wszyscy choć nie mamy pewności.Więc...
-Jedynymi osobami które mogą znać recepturę są niedobitki,które mogą nawet nie istnieć...-wymamrotałam ponuro.
Normalnie cieszyłabym się z choroby Gluda,ale wiedziałam,że jeśli zaraz czegoś nie wykombinuję to zginę.Wódz już podniósł rękę by wydać rozkaz,najpewniej uśmiercenia mnie gdy usłyszeliśmy tętent kopyt.
-To nie brzmi najlepiej...-szepną jeden z wojowników.
Za rozkazem Gluda młody goblin wyjrzał na zewnątrz.Po chwili trzęsąc się cały ze strachu powiedział drżącym głosem:
-Centaur.Łuczniczka wodzu...-przerażony dzieciak schował się pod stołem.
Uśmiechnęłam się.
-Za pozwoleniem chętnie wrócę do lochu...No chyba,że macie inne plany.
-Możemy cię zabić teraz-powiedział sztywno pilnujący mnie wojownik.
-Nie..-wyjęczał chłopiec-Ich łucznicy podobno wyczują najmniejszą kroplę krwi....-powiedziawszy to zakrył oczy rękoma.
Przewróciłam oczami.
-Tak mają cela,ale nie mieszaj do tego węchu.-powiedziałam z niestosownym rozbawieniem.
-W takim razie jesteś wolna.
-Co?
Nie chciałam teraz wychodzić.Jego zamiar był prosty: wyjdę na dwór,a potem padnę jad długa pod wpływem strzału.
-Nie dzięki.
Zmarszczył czoło,a chwilę potem uśmiechną się.
-Wyprowadźcie ją.
Nie miałam na sobie więzów.Już mieli mnie wypchnąć na zewnątrz gdy dalej odwlekając rzuciłam:
-Skoro mnie puszczacie to chyba mam prawo zabrać swoje rzeczy.
Podali mi z uśmiechem łuk,zapasy(nie licząc tego co wcześniej skradłam) i miecz.
-Reszta jest w jukach konia.-powiedział z uśmiechem wódz.
-Dzięki..-powiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
Na pagórku stał centaur o,którym była mowa.Podeszłam do Kasztana udawając ,że jej nie zauważyłam.Wtem obok przemknęła strzała wbijając sie w słupek do którego przywiązany był koń.
To ostrzeżenie...
Silvanalis?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz