środa, 25 czerwca 2014

od Kerrai

Przez parę minut jechałyśmy w milczeniu.Zastanawiałam się jak długo zamierza mi towarzyszyć.
-Do kąt zmierzasz?-spytała jakby od niechcenia.
-Pewnie wstąpię do jakiegoś małego miasteczka na obrzeżach północnowschodniego państwa ludzi,Crystal of the abyss.-mruknęłam.
Ku mojej uldze nie spytała o cel podróży.Gdyby dowiedziała się kim jestem najpewniej by mnie ukatrupiła.Zapadła cisza ,którą po chwili przerwałam:
-Myślę,że powinnyśmy przyśpieszyć-rzuciłam-Glud jest uparty...ostatnio udało mi się uciec aż po zachodni Las Elfów,a on i tak mnie napadł.
Spojrzała na mnie.Przyśpieszyłyśmy nieznacznie.
Powoli zapadł zmrok.Rozbiłyśmy się przy Lesie Elfów.Rozpaliłam ognisko i ułożyłam się na trawie obok,kładąc głowę na okrytym szmatką kamieniu.Po drugiej stronie stała centaurzyca bo to chyba tak się mówi na kobiety jej rasy.Przez chwilę stała tak bez ruchu przyglądając mi się.Po chwili jednak odwróciła się w przeciwnym kierunku i weszła gdzieś między drzewa.Normalnie pewnie nie rozpalałabym ognia by mnie nie namierzono,ale teraz nie miałam teraz ochoty się tym martwić.
Wstałam z samego rana.Ona już wstała i najwyraźniej była po śniadaniu bo kończyła coś żuć .Wyjęłam więc kawałek chleba z juków i zjadłam pośpiesznie jednocześnie pakując się.Nie uszło to jej uwadze.Nic jednak nie powiedziała.Podchodząc na do konia przystanęłam na chwilę.
-A tak właściwie to jak ci na imię?-spytałam nie odwracając się nawet.
Gdy odpowiedź nie doszła do mych uszu położyłam ręce na siodle i usiadłam.Rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu jakiejś zapomnianej rzeczy.
Jechałam obok niej już jakąś godzinę nie wiedząc czym się zająć.Od dawna nikt mi nie towarzyszył.
-Silvanalis-powiedziała.
Obejrzałam się na nią,ale mój wzrok nie spoczął na niej długo.Gdzieś przed nami malowała się pustynia.

Silvanalis?sory za długośc

Od Silvanalis: Schorowany goblin

Dziewczyna (bo na pewno nie była pełnoletnia) cofnęła ręce od siodła konia. Nałożyłam na cięciwę kolejną strzałę.
-Jeden ruch i zginiesz.- ostrzegłam.- Podejdź tu.
Dziewczyna posłusznie podeszła z rękami w górze. Gdy upewniłam się, że gobliny nie usłyszą naszej rozmowy spytałam:
-Jesteś tutaj w niewoli?
Pokiwała głową.
-Był z tobą w lochu młody centaur?
Również przytaknęła.
-Prowadź do namiotu wodza.- rozkazałam.
-Robisz ze mnie zakładnika? To nie ma sensu.- odparła ironicznie.
-Wiem to.- odparowałam.- Ale możesz mi się przydać...
Poszłyśmy więc do namiotu wodza. Jakiś strażnik odważył się strzelić w naszą stronę z kuszy, ale bełt nieszkodliwie utknął przed stopami dziewczyny. W odpowiedzi wystrzeliłam jedną ze swoich strzał tak, że minęła odstające ucho goblina o włos. Później już nikt nie odważył się do nas strzelać.
-Masz przy sobie jakąś broń?- spytałam szeptem dziewczynę.
-Sztylet.- odparła.
-Przyda ci się.- rzuciłam i weszłyśmy do środka.
Glud, wódz goblinów, widząc mnie podskoczył jak oparzony. Towarzyszący mu mały gobliński dzieciak trząsł się pod stołem a strażnicy cofnęli się o parę kroków. Gdy jednak Glud zauważył towarzyszącą mi dziewczynę mocno się wkurzył.
-NADAL ŻYJESZ?!- krzyknął do niej.- Niech cię szlag, Kerrai!
Ładne imię, pomyślałam i wzięłam głos.
-Głośniej Glud, bo cię jeszcze na drugim końcu kraju nie słyszeli.
-Czego tu szukasz?- odwarknął nadal wkurzony goblin.
-Dobrze wiesz czego.- odparłam.- Pojmaliście tydzień temu jednego z naszych.
-I co? Chcesz go odbić?- powiedział z przekąsem Glud, zaśmiał się ochryple, ale po chwili rozkaszlał się okropnie.
-Cóż to? W końcu dorwało cię jakieś choróbsko?- spytałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Niczego gorszego nie życzyłam temu wstrętnemu robakowi niż umrzeć na jakąś chorobę zakaźną i przy okazji wytępić resztę wioski.
-Domyślasz się co mi się stało!- wrzasnął rozsierdzony władca goblinów.- Ta wstrętna dziewucha -tu pokazał palcem na Kerrai, która z kolei uśmiechnęła się złośliwie- umaczała strzały w jakimś świństwie, które produkujecie wy, centaury!
-I liczysz, że ci pomogę wyzdrowieć?- spytałam ironicznie.
-Oj pomożesz mi...- odparł Glud z chytrym uśmiechem-...inaczej nie wypuścimy tego biedaka, po którego przyjechałaś.
Przygryzłam wargę. Nie mogę zostawić w tych lochach własnego kuzyna (nieważne jak bardzo sobie zasłużył swoją głupotą). Nie mogę też pozwolić, by gobliny poznały recepturę naszej trucizny. W końcu wpadłam na pewien plan.
-Muszę się chwilę zastanowić- powiedziałam i skinęłam głową na Kerrai, by wyszła ze mną na zewnątrz. 
Odsunęłyśmy się na odpowiednią odległość.
-Potrzebuję twojej pomocy.- wypaliłam od razu.
Kerrai uniosła pytająco brew.
-A co mogę zrobi ja, by pomóc centaurowi?- spytała.
-Ten centaur, który był zamknięty z tobą w lochu to mój kuzyn- odparłam.- Pojmano go przez jego własną nieuwagę i według zasad, które mi wpojono powinnam go tu zostawić, ale jedynej rodziny nie mogę porzucić.
-Z drugiej strony jeśli dasz im antidotum wykorzystają jego skład w przyszłości.- Kerrai zamyśliła się.- Musimy więc uratować zarówno twojego kuzyna i tajemny skład tego lekarstwa.
Zastanawiałyśmy się chwilę w ciszy.
-Chyba mam pomysł.- powiedziałam po chwili.

-No jesteście w końcu!- odparł pogardliwie Glud gdy weszłyśmy do namiotu.- Już myślałem, że zwiałaś z powrotem do lasu, dzikusko.
Puściłam ten komentarz mimo uszu.
-Wymieńmy się.- odparłam po chwili.- Butelka antidotum za uwięzionego centaura.- wyciągnęłam z mojej torby buteleczkę z turkusowym płynem.
-Dwaj to!- rozkazał Glud.
-Nie tak szybko! Najpierw przyprowadźcie tu więźnia.
Glud niechętnie skinął głową na dwóch strażników i po chwili gobliny wprowadziły do namiotu mojego kuzyna, Cethrona. Chłopak widząc mnie z lekarstwem w dłoni szybko domyślił się co zamierzam zrobić. Pokręcił przecząco głową za plecami wodza.
Poradzę sobie, tak mówiło jego spojrzenia.
Wiem co robię, odparłam również niemo.
-A teraz dawaj to!- warknął Glud i towarzyszący mu smarkacz wyrwał mi z dłoni buteleczkę.
Glud zrobił to czego się spodziewałam. Wziął mały łyczek a resztę zostawił do badań nad składem lekarstwa.
-To się teraz zabawimy!- powiedział.- ZABIĆ ICH!
Przewidziałyśmy to już z Kerrai wcześniej i wyjęłyśmy broń zanim napastnicy zareagowali na rozkaz. Cethron najwyraźniej też pojął o co chodzi, bo wyszarpnął się strażnikom i stratował ich. Kerrai skoczyła w stronę Gluda. Ten spodziewając się ataku zasłonił się odruchowo rękoma, ale dziewczyna nie zaatakowała. Porwała ze stolika buteleczkę antidotum i ruszyła w stronę wyjścia, a Cethron i ja za nią. Kerrai dopędziła swojego konia i ruszyła cwałem w stronę lasu. Szybko ją dogoniliśmy i po chwili Glud mógł już tylko przeklinać.
-Dzięki za pomoc.- powiedział Cethron kiedy już spokojnie mogliśmy iść stępem.
-Dobrze wiesz, że powinnam cię tam zostawić...- odarłam.- ale twój ojciec a mój wuj wyraźnie mi rozkazał po ciebie wracać. Czeka cię w domu solidna kara.
-Czyli mamy szczęśliwe zakończenie- rzuciła Kerrai.- Ja i twój kuzyn jesteśmy wolni a sekret antidotm nadal bezpieczny.- dziewczyna juz chciała mi oddać flakonik, ale pokręciłam przecząco głową.
-Zatrzymaj to w ramach podziękowania.
Cethron parę minut potem pojechał na zachód do swojego stada a ja z czystej nudy towarzyszyłam Kerrai.

Kerrai? Co robimy?

wtorek, 24 czerwca 2014

Od Kerrai:

Wsadzono mnie do lochu.Było to zdecydowanie lepsze od pala do, którego przywiązano mnie ostatnio.Było tam też kilku innych i centaur.Z początku ludzie patrzyli na mnie krzywo i niechętnie,ale potem zaczęli się krzywo uśmiechać.Byłam tu jedyną kobietą,ale nie przeszkadzało mi to.Uśmiechnęłam się wyginając twarz by pokazać im jak krzywe są ich twarze.Trzem to się nie spodobało.Pozostali dwaj zaśmiali się tylko i usiedli na sianie służącym za łóżko.Pierwszy z tych ,którzy do mnie podeszli był chudy o podłużnej twarzy z wygiętą szczęką i niedbale przyciętym zarostem.Natomiast dwaj pozostali byli wysokimi i nieco otyłymi bliźniakami.Pewnie nie są tu od dawna...,pomyślałam patrząc na ich niezdarne nie tknięte głodem cielska.Chudy chwycił mnie swymi kościstymi palcami za gardło.Zaskakującym było jaka siła drzemała w tym szczurze.Uśmiechną się kpiąco.Zrzedła mu minka gdy dostrzegł sztylet ,który wyciągnęłam zza pasa.Choć gobliny mnie przeszukały i odebrały mi łuk oraz miecz(posługuję się mieczem średniej długości o zagiętym ostrzu) to nie znalazły tego małego,ale jakże zabójczego narzędzia.Zapadła jeszcze większa cisza.Mężczyzna wstrzymał oddech gdy podsunęłam mu do gardła sztylet.Poluzował uścisk i cofną rękę.Centaur podniósł na mnie wzrok.Jego oczy otworzyły się szerzej na widok bogato zdobionej rękojeści.Zmarszczył nos i odwrócił wzrok.Pewnie domyślił się kim jestem.Wtem usłyszałam kroki.Schowałam broń i obróciłam się w stronę niskiego przysadzistego goblina z włócznią w ręku.Wywołał mnie po imieniu i zaprowadził do namiotu Glud'a.Wódz leżał na swym posłaniu oddychając płytko.Na dźwięk głosu swych sług podniósł się do siadu.Spojrzał na mnie i na pilnujących mnie ze stale przygotowaną bronią mężczyzn.
-Jakie jest lekarstwo?-spytał powoli i spokojnie ochrypłym głosem.
-Ono nie istnieje...-powiedziałam obojętnie.
Wskazał tylko na stojącego u jego boku chłopaka,a ten podszedł do mnie ze drzazgą umaczaną w znajomym mi płynie.
-Jeśli mi tego za raz nie powiesz otrzymasz dodatkową motywację-powiedział marszcząc brwi.
Otworzyłam szeroko oczy przyglądając się chłopakowi i trzymanemu przez niego przedmiotowi.Podniosłam wzrok na Glud'a.
-Nie ja je wytworzyłam...-westchnęłam.
-Więc z kąt je masz?
Zawahałam się,ale po chwili kontynuowałam:
-Znalazłam je w zniszczonej wiosce centaurów.-wzruszyłam ramionami-Może oni znają lekarstwo.
Gobliny spojrzały po sobie.W końcu wszystkie oczy łącznie z moimi spoczęły na wodzu.Ten znów zmarszczył czoło i wskazał na chłopca.
-Ty opowiedz mnie zbytnio boli gardło.
Młody goblin rozejrzał się po zebranych i zaczął niepewnie:
-Ponad dwadzieścia lat temu centaury z jednej z wiosek wymyśliły truciznę idealną do maczania w nich strzał.Chroniły skutecznie tajemnicę jej receptury  oraz samych próbek.Metodę wytwarzania zdradzały tylko swoim.W pewnym momencie jednak zagroził im konflikt z dotychczasowymi sojusznikami.W zamian za wznowienie sojuszu mieli im przekazać w darze kilka buteleczek trucizny.Niedługo po tym napadli ich ludzie.Podobno zginęli wszyscy choć nie mamy pewności.Więc...
-Jedynymi osobami które mogą znać recepturę są niedobitki,które mogą nawet nie istnieć...-wymamrotałam ponuro.
Normalnie cieszyłabym się z choroby Gluda,ale wiedziałam,że jeśli zaraz czegoś nie wykombinuję to zginę.Wódz już podniósł rękę by wydać rozkaz,najpewniej uśmiercenia mnie gdy usłyszeliśmy tętent kopyt.
-To nie brzmi najlepiej...-szepną jeden z wojowników.
Za rozkazem Gluda młody goblin wyjrzał na zewnątrz.Po chwili trzęsąc się cały ze strachu powiedział drżącym głosem:
-Centaur.Łuczniczka wodzu...-przerażony dzieciak schował się pod stołem.
Uśmiechnęłam się.
-Za pozwoleniem chętnie wrócę do lochu...No chyba,że macie inne plany.
-Możemy cię zabić teraz-powiedział sztywno pilnujący mnie wojownik.
-Nie..-wyjęczał chłopiec-Ich łucznicy podobno wyczują najmniejszą kroplę krwi....-powiedziawszy to zakrył oczy rękoma.
Przewróciłam oczami.
-Tak mają cela,ale nie mieszaj do tego węchu.-powiedziałam z niestosownym rozbawieniem.
-W takim razie jesteś wolna.
-Co?
Nie chciałam teraz wychodzić.Jego zamiar był prosty: wyjdę na dwór,a potem padnę jad długa pod wpływem strzału.
-Nie dzięki.
Zmarszczył czoło,a chwilę potem uśmiechną się.
-Wyprowadźcie ją.
Nie miałam na sobie więzów.Już mieli mnie wypchnąć na zewnątrz gdy dalej odwlekając rzuciłam:
-Skoro mnie puszczacie to chyba mam prawo zabrać swoje rzeczy.
Podali mi z uśmiechem łuk,zapasy(nie licząc tego co wcześniej skradłam) i miecz.
-Reszta jest w jukach konia.-powiedział z uśmiechem wódz.
-Dzięki..-powiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
Na pagórku stał centaur o,którym była mowa.Podeszłam do Kasztana udawając ,że jej nie zauważyłam.Wtem obok przemknęła strzała wbijając sie w słupek do którego przywiązany był koń.
To ostrzeżenie...

Silvanalis?

Profil Kerrai










(profil został dodany ponownie z powodu jakiegoś błędu, nieznanego pochodzenia)


Imię: Kerrai
Nazwisko: Subita Morte

Wiek: 17 lat

Charakter: surowa,odpowiedzialna,poważna(wesołą tylko przy przyjaciołach),wredna,złosliwa,a dla przyjaciół otwarta i w miarę przyjazna.Czasem w obliczy zagrożenia śmieje się bądź wygłupia dla rozluźnienia atmosfery/napięcia.

Historia: Moi rodzice zginęli w pożarze gdy miałam 12 lat.Potem wylądowałam na ulicy wykonując z początku drobne robótki.Z czasem robiły się z nich grube ryby,aż stałam się jedną z wielu osób ściganych listem gończym.Dołączyłam do bandy,ale z czasem kolejnych mych towarzyszy wybijano.W końcu zostałam sama.Nim to sie jednak stało zdołałam się sporo nauczyć.

Zawód: morderca/oficjalnej brak

Kraj: bezdomna

Moc:

Status społeczny: wyjęta spod prawa

Środek transportu: koń Kasztan

Login na howrse: Margo5

Srebrniki: 250

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Profil Silvanalis!


Imię: Silvanalis (dla przyjaciół Silva)
Tytuł: Orlooka
Wiek: 20 lat
Rasa: Centaur
Charakter: Sprytna i inteligentna. Szybko znajduje wyjście z prawie każdej sytuacji. Jej waleczność wśród plemienia przeszła do historii. Nie cierpi ludzi (ma z nimi złe wspomnienia) i chętnie przeszyłaby strzałą szyję każdego trola i goblina. Trudno zdobyć jej szacunek a zwłaszcza tym, którzy już wcześniej zdążyli ją obrazić. Bywa mściwa i złośliwa dla niektórych. W swoim fachu jest zabójczo skuteczna. Nie lubi otwartej walki, ale czasem nie ma innego wyboru. Mistrzyni łuku i szermierki.
Historia: Wychowała się jako sierota, gdyż w wieku 3 lat jej plemię napadli ludzie i wytępili prawie wszystkich członków - w tym jej rodziców. Już wtedy zaszczepiła się w niej nienawiść do tej niewdzięcznej, okrutnej i samolubnej rasy. Ofiary wojenne znalazły schronienie w koczowniczej grupie elfów. Przyjęli ich jak swoich, nakarmili i uzbroili (w razie kolejnych ataków). Podróżowali wspólnie przez następne pięć lat. Silva przez ten czas nauczyła się już od poznanych tam łuczniczek strzelania z łuku i szermierki. Wódz plemienia centaurów przeprosił jednak dowódcę elfów za to, że tak długo im się naprzykrzają i zdecydował odejść wraz z plemieniem. Elf nie widział nic złego w obecności centaurów a nawet pochlebiało mu, że ma w swoim oddziale centaurskich łuczników. Jednak nie przeszkodził centaurom odejść, bo wiedział jak bardzo łatwo można je urazić.
Plemię odbudowało się na szczątkach poprzedników. Silva dorosła w spokoju i szkoliła się w walce. Nadal chowała głęboką urazę do ludzi i nigdy nie udało się z niej ją wypędzić. Aż do kolejnej bitwy. Gobliny zaatakowały nie spodziewające się niczego centaury. Silva miała wtedy ledwie 17 lat. Wmieszała się w walczących mimo wyraźnego zakazu ze strony wodza. Wykorzystała wtedy tylko jedną strzałę. Jedną, a zmieniła wynik całej bitwy. Wystrzelony pocisk przeszył na wylot szyję generała goblinów. Jego wojownicy spanikowali i rzucili się do ucieczki a centaury wykończyły niedobitków.
Życie Silvanalis diametralnie się zmieniło. Stała się szanowaną osobistością. Mimo wszystkiego jednak zdecydowała się opuścić plemię i spróbować życia na własną rękę.
Zawód: Skrytobójca, poszukiwacz przygód
Grupa: brak
Status: Bohater wojenny
Moc: brak

Login na howrse: NyanCat^._.^~

niedziela, 22 czerwca 2014

od Glud'a:Jeden to za mało

Wrócołem z pustyni z jednym skarbem , być może że z jednym za mało . Kiedy mój zwiadowca pojechał sprawdzić kto ma pozostałe skzynie wrócił bez głowy. Czemu ona zemną tak gra ? Kerrai ? a oczywiście ma jeszcze moją maczugę, o nie ! tego jest już za dużo
- Kerrai zaraz zobaczymy kto tu rozdaje karty- powiedziałem. Teraz ja jej coś zabiorę. Pomyślałem że nie będę narażać goblinów i sam na Spike'u wyruszyłem w nieznane . Doszły do mnie słuchy że Kerrai jest pod Bolkiem (największe drzewo w Magicznej Krainie) dojechanie na spiku tam zajeło mi dosłownie 20 minut . Kiedy byłem już na miejscu zacziłem się w krzakach , obserwowałem... obserwowałem... i nic ona nie ma wcale 2 skrzyni ze skarbem ale pomyślałem że to nic ukradne jej coś innego... . Rozglądnołem się w prawo potem w lewo nic cennego do kradzieży nie znalazłem tylko Kasztana- konia Kerrai , ale jak ja go ukradne pomysłem i już wiem podeszłem do niego i jednym gwałtownym ruchem dałem mu w łep kamieniem koń padł ... na szczęscie tylko zemndlał . Dobrze że Kerrai tego nie widziała bo akurat myła się w pobliskim jeziorze. Już miałem konia zabierać do Wioski,kiedy    obok mnie przeleciała jedna,druga strzała natomiast trzecia trafiła mnie w ramie Kerrai mnie zauwazyła spike żucił się na Kerrai ale ona była sprytniejsza i szybko wlazła na drzewo . Cały czas posyłając strzały trafiała w Spika . Na szczęscie miałem Plan B .... kilka godzin przed moim wyjazdem pod Bolka wysłałem 3 moich goblinów którzy ukratowali mnie i spika od śmierci która miała na imię Kerrai szybko ją obezwładnili i razem z Kasztanem zawieźli do wioski a ja z Spikiem wróciliśmy 2 dni póuniej trzymaliśmy Kerrai w lochach gdzie byli też inni złoczyńcy którzy mojemu narodowi zaszli pod skórę zostawiłem Kerrai w Lochach. dzień później okazało się ze rany po strzałach były poważne bo kerrai usmarowała je w jakimś świństwie byłem Smiertelnie chory ...

Kerrai ?

sobota, 14 czerwca 2014

od Kerrai:


Jechałam kłusem obserwując jednocześnie otoczenie.Zamierzałam opuścić jak najszybciej okolicę terenu goblinów.Wtem obok mojej głowy przymknęła strzała i wbiła się w grunt przede mną.Zatrzymałam wierzchowca.Lotki była czarne,czyli goblińskie.Obejrzałam się za siebie.Na koniu jechał za mną goblin Glud'a i już mierzył się do następnego strzału.Obróciłam się w siodle i szturchnęłam konia.Ten ruszył ,a ja zdjęłam własny łuk zawieszony na plecach i strzeliłam mu w rękę trzymającą broń.Ten nadal jadąc za mną wyrwał sobie wadzący przedmiot z ręki i wydał z siebie dziki okrzyk unosząc głowę do góry.I kolejna strzała o czerwonych lotkach pomknęła ku stworowi tym razem trafiając w gardło.Goblin spadł ze swego wierzchowca.Zatrzymałam konia i zawróciłam go ku ciału.Zagrabiłam co się dało ucięłam łeb Goblinowi.
-Och Gludzie i jak ja mam cię nie dręczyć kiedy sam mnie do tego zachęcasz?-spytałam sama siebie z udawanym zmartwieniem i władowałam go na Kasztana.
-Wybacz koniku...to akurat zaboli cie najmniej-rzuciłam dając mu po zadzie by odbiegł.Sama wsiadłam na konia Goblina i ruszyłam w dalszą drogę.

Glud?

niedziela, 8 czerwca 2014

od Glud'a:Wielki skarb

Siedziałem godzinami w celi , kiedy zobaczyłem że Kerrai coś robi przy zamku od krat po chwili brzdęk ! Zatrzask puścił ! Kerrai uciekła. 
Kilka godzin później przybyły moje gobliny i mnie uwolniły od centaurów , musiały jednak zapłaci parę groszy aby sprawa rozeszła się po kościach bez wojny po całym zamieszaniu wróciłem do wioski.
Było około południe kiedy do całej magicznej krainy dotarła wiadomość od ludzi.Równo pięćdziesiąt lat temu pewien z nich nie jaki Jonson Smith pod pseudonimem Mały John (wybitny podróżnik) zaginął na pustyni w raz ze swoją ekipą. Mały John wyruszł na trzech wielbłądach skarb - 3 złote skrzynie. Kiedy się o tym dowiedziałem pomyślałem ze warto by było poszperać w piachu aby odkopać skrzynie . Następnego dnia wyruszyłem zabrałem kilka Goblinów z łopatami.Wiadomo było ze mały John zaginął na samym środeczku pustyni więc wraz z goblinami w tamtym miejscu zacząłem kopać kopaliśmy , kopaliśmy ,kopaliśmy a godziny mijały . Aż ty jest ! wymarzony skarb ! czy to on ? z opowiadania ludzi wynikało że były trzy skrzynie , a my znaleźliśmy tylko jedną . Chyba ktoś tu przed nami był pomyślałem . Ale wystarczy nam to powiedziałem do goblinów i poszliśmy do pobliskiej oazy , gdzie spędziliśmy noc a rano wróciliśmy do domu . Po powrocie goblinów i poszliśmy do pobliskiej oazy , gdzie spędziliśmy noc a rano wróciliśmy do domu . Po powrocie aby dowiedział się kto ma pozostałe skrzynie. Bardzo się zdenerwowałem bo goblin wrócił bez głowy lecz na koniu, widać ze ten koń pochodził od ludzi pomyślałem . 

Szlak, to znowu Kerrai !

niedziela, 1 czerwca 2014

Od Kerrai:Zysk


Spojrzałam na siedzące w pobliskich celach gobliny.Uśmiechnęłam się złośliwie i wyjęłam zza pasa sztylet.Sprawdziłam czy żaden centaur nie zwraca na mnie uwagi i wyciągając rękę za kratę i zaczęłam dłubać w kłódce.
Glud przyglądał mi się uważnie.Posłałam mu chytry uśmieszek.On skrzywił się tylko,ale nic nie powiedział.W końcu usłyszałam oczekiwany brzdęk sukcesu.Zerknęłam jeszcze raz na centaury i wybiegłam na zewnątrz ukrywając się za pobliskim drzewem.Zabrałam swoje rzeczy i łupy.Przy namiocie przywódcy był spętany Spike.Uśmiechnęłam się i podkradłam do niego.Warkną na mnie i zmrużył gniewnie oczy.Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu bardziej przyjaznego środka transportu.Wtem dostrzegłam pupilka jednego z goblinów Glud'a.

-Ładny...konik?
Stworzenie wydało z siebie ochrypły dźwięk i zaczęło się miotać.Był spętany,podobnie jak Spike.
Rozwiązałam go i wskoczyłam mu na grzbiet.
Jak się tym steruje?Jest jakaś instrukcja obsługi czy coś?
Chwyciłam lejce i kopnęłam ,,konia'' lekko w bok,ale w ogóle się tym nie przejął.Próbowałam różnych metod,a raz wręcz go popychałam.W końcu siedząc na nim ze zwieszoną głową przywaliłam mu z całej pety w pysk i o dziwo...pogalopował przed siebie.
Dotarłam w ten oto sposób do wioski goblinów,które od razu do mnie podbiegły z wojennymi okrzykami.
-Spokojnie!-zawołałam-Moja chcieć wasza tylko powiadomić o tym,że wasza wodza być porwana przez centaury!
Spojrzeli po sobie i nieufnie zmierzyli mnie i stwora wzrokiem poznając wierzchowca kompana.Oddałam i zwierze i udałam,że pokornie odchodzę zostawiając łup razem z maczugą Glud'a.
Gdy tylko wojsko wyruszyło zakradłam się do wioski.Zabrałam maczugę,to co ukradłam wodzowi i konia o którym wspominał,a także zapasy na drogę.Obładowałam go wyruszyłam.Kiedy byłam na skraju wioski dostrzegła mnie grupka młodych goblinów.Krzyczeli i rzucali kamieniami.Zwiałam nim dorośli się skapnęli.