wtorek, 22 lipca 2014

Krasnolud Sello!!!

Imię: Sello

Nazwisko:nieznane

Tytuł: "CWANY GAPA"

Wiek: 44

Rasa:Krasnolód

Charakter wrażliwy,mądry ,niezdara , gapa , dowcipniś , zawsze coś spapra , lubi wąchać kwiaty, wielbi sowy , boi się wody,nie umie pływać , ma uczulenie na orzechy , lubi miód

Historia: Urodził się jako najmłodszy z rodziny od małego był niezdarą . Pewnego razu podpalił swoją sowę i pół domu więc dostał ksywkę od rodzeństwa : "CWANY GAPA" którą przyjął jako swój tytuł. Podczas świąt kiedy zasiadał do stołu z rodziną czuł się inny dlatego jak miał
25 lat uciekł od reszty Krasnoludów na drugą wyspę (południową) .

Zawód:Poszukiwacz Przygód

Kraj: Południowa Wyspa Krasnoludów

Klan: Złoty Kilof





 Pozycja w klanie:niska bardzo

Moc: włada ziemią.skałą

Status społeczny: cywil,obywatel(jeśli jesteś mieszańcem nie możesz być obywatelem o ile ustrój się nie zmieni),szlachta(to też zależy od ciebie musisz w tedy pochodzić ze szlachetnego rodu),władca.

Środek transportu: Sowa Pusia

Login na howrse: SzymeK


 Sowa Pusia

środa, 25 czerwca 2014

od Kerrai

Przez parę minut jechałyśmy w milczeniu.Zastanawiałam się jak długo zamierza mi towarzyszyć.
-Do kąt zmierzasz?-spytała jakby od niechcenia.
-Pewnie wstąpię do jakiegoś małego miasteczka na obrzeżach północnowschodniego państwa ludzi,Crystal of the abyss.-mruknęłam.
Ku mojej uldze nie spytała o cel podróży.Gdyby dowiedziała się kim jestem najpewniej by mnie ukatrupiła.Zapadła cisza ,którą po chwili przerwałam:
-Myślę,że powinnyśmy przyśpieszyć-rzuciłam-Glud jest uparty...ostatnio udało mi się uciec aż po zachodni Las Elfów,a on i tak mnie napadł.
Spojrzała na mnie.Przyśpieszyłyśmy nieznacznie.
Powoli zapadł zmrok.Rozbiłyśmy się przy Lesie Elfów.Rozpaliłam ognisko i ułożyłam się na trawie obok,kładąc głowę na okrytym szmatką kamieniu.Po drugiej stronie stała centaurzyca bo to chyba tak się mówi na kobiety jej rasy.Przez chwilę stała tak bez ruchu przyglądając mi się.Po chwili jednak odwróciła się w przeciwnym kierunku i weszła gdzieś między drzewa.Normalnie pewnie nie rozpalałabym ognia by mnie nie namierzono,ale teraz nie miałam teraz ochoty się tym martwić.
Wstałam z samego rana.Ona już wstała i najwyraźniej była po śniadaniu bo kończyła coś żuć .Wyjęłam więc kawałek chleba z juków i zjadłam pośpiesznie jednocześnie pakując się.Nie uszło to jej uwadze.Nic jednak nie powiedziała.Podchodząc na do konia przystanęłam na chwilę.
-A tak właściwie to jak ci na imię?-spytałam nie odwracając się nawet.
Gdy odpowiedź nie doszła do mych uszu położyłam ręce na siodle i usiadłam.Rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu jakiejś zapomnianej rzeczy.
Jechałam obok niej już jakąś godzinę nie wiedząc czym się zająć.Od dawna nikt mi nie towarzyszył.
-Silvanalis-powiedziała.
Obejrzałam się na nią,ale mój wzrok nie spoczął na niej długo.Gdzieś przed nami malowała się pustynia.

Silvanalis?sory za długośc

Od Silvanalis: Schorowany goblin

Dziewczyna (bo na pewno nie była pełnoletnia) cofnęła ręce od siodła konia. Nałożyłam na cięciwę kolejną strzałę.
-Jeden ruch i zginiesz.- ostrzegłam.- Podejdź tu.
Dziewczyna posłusznie podeszła z rękami w górze. Gdy upewniłam się, że gobliny nie usłyszą naszej rozmowy spytałam:
-Jesteś tutaj w niewoli?
Pokiwała głową.
-Był z tobą w lochu młody centaur?
Również przytaknęła.
-Prowadź do namiotu wodza.- rozkazałam.
-Robisz ze mnie zakładnika? To nie ma sensu.- odparła ironicznie.
-Wiem to.- odparowałam.- Ale możesz mi się przydać...
Poszłyśmy więc do namiotu wodza. Jakiś strażnik odważył się strzelić w naszą stronę z kuszy, ale bełt nieszkodliwie utknął przed stopami dziewczyny. W odpowiedzi wystrzeliłam jedną ze swoich strzał tak, że minęła odstające ucho goblina o włos. Później już nikt nie odważył się do nas strzelać.
-Masz przy sobie jakąś broń?- spytałam szeptem dziewczynę.
-Sztylet.- odparła.
-Przyda ci się.- rzuciłam i weszłyśmy do środka.
Glud, wódz goblinów, widząc mnie podskoczył jak oparzony. Towarzyszący mu mały gobliński dzieciak trząsł się pod stołem a strażnicy cofnęli się o parę kroków. Gdy jednak Glud zauważył towarzyszącą mi dziewczynę mocno się wkurzył.
-NADAL ŻYJESZ?!- krzyknął do niej.- Niech cię szlag, Kerrai!
Ładne imię, pomyślałam i wzięłam głos.
-Głośniej Glud, bo cię jeszcze na drugim końcu kraju nie słyszeli.
-Czego tu szukasz?- odwarknął nadal wkurzony goblin.
-Dobrze wiesz czego.- odparłam.- Pojmaliście tydzień temu jednego z naszych.
-I co? Chcesz go odbić?- powiedział z przekąsem Glud, zaśmiał się ochryple, ale po chwili rozkaszlał się okropnie.
-Cóż to? W końcu dorwało cię jakieś choróbsko?- spytałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Niczego gorszego nie życzyłam temu wstrętnemu robakowi niż umrzeć na jakąś chorobę zakaźną i przy okazji wytępić resztę wioski.
-Domyślasz się co mi się stało!- wrzasnął rozsierdzony władca goblinów.- Ta wstrętna dziewucha -tu pokazał palcem na Kerrai, która z kolei uśmiechnęła się złośliwie- umaczała strzały w jakimś świństwie, które produkujecie wy, centaury!
-I liczysz, że ci pomogę wyzdrowieć?- spytałam ironicznie.
-Oj pomożesz mi...- odparł Glud z chytrym uśmiechem-...inaczej nie wypuścimy tego biedaka, po którego przyjechałaś.
Przygryzłam wargę. Nie mogę zostawić w tych lochach własnego kuzyna (nieważne jak bardzo sobie zasłużył swoją głupotą). Nie mogę też pozwolić, by gobliny poznały recepturę naszej trucizny. W końcu wpadłam na pewien plan.
-Muszę się chwilę zastanowić- powiedziałam i skinęłam głową na Kerrai, by wyszła ze mną na zewnątrz. 
Odsunęłyśmy się na odpowiednią odległość.
-Potrzebuję twojej pomocy.- wypaliłam od razu.
Kerrai uniosła pytająco brew.
-A co mogę zrobi ja, by pomóc centaurowi?- spytała.
-Ten centaur, który był zamknięty z tobą w lochu to mój kuzyn- odparłam.- Pojmano go przez jego własną nieuwagę i według zasad, które mi wpojono powinnam go tu zostawić, ale jedynej rodziny nie mogę porzucić.
-Z drugiej strony jeśli dasz im antidotum wykorzystają jego skład w przyszłości.- Kerrai zamyśliła się.- Musimy więc uratować zarówno twojego kuzyna i tajemny skład tego lekarstwa.
Zastanawiałyśmy się chwilę w ciszy.
-Chyba mam pomysł.- powiedziałam po chwili.

-No jesteście w końcu!- odparł pogardliwie Glud gdy weszłyśmy do namiotu.- Już myślałem, że zwiałaś z powrotem do lasu, dzikusko.
Puściłam ten komentarz mimo uszu.
-Wymieńmy się.- odparłam po chwili.- Butelka antidotum za uwięzionego centaura.- wyciągnęłam z mojej torby buteleczkę z turkusowym płynem.
-Dwaj to!- rozkazał Glud.
-Nie tak szybko! Najpierw przyprowadźcie tu więźnia.
Glud niechętnie skinął głową na dwóch strażników i po chwili gobliny wprowadziły do namiotu mojego kuzyna, Cethrona. Chłopak widząc mnie z lekarstwem w dłoni szybko domyślił się co zamierzam zrobić. Pokręcił przecząco głową za plecami wodza.
Poradzę sobie, tak mówiło jego spojrzenia.
Wiem co robię, odparłam również niemo.
-A teraz dawaj to!- warknął Glud i towarzyszący mu smarkacz wyrwał mi z dłoni buteleczkę.
Glud zrobił to czego się spodziewałam. Wziął mały łyczek a resztę zostawił do badań nad składem lekarstwa.
-To się teraz zabawimy!- powiedział.- ZABIĆ ICH!
Przewidziałyśmy to już z Kerrai wcześniej i wyjęłyśmy broń zanim napastnicy zareagowali na rozkaz. Cethron najwyraźniej też pojął o co chodzi, bo wyszarpnął się strażnikom i stratował ich. Kerrai skoczyła w stronę Gluda. Ten spodziewając się ataku zasłonił się odruchowo rękoma, ale dziewczyna nie zaatakowała. Porwała ze stolika buteleczkę antidotum i ruszyła w stronę wyjścia, a Cethron i ja za nią. Kerrai dopędziła swojego konia i ruszyła cwałem w stronę lasu. Szybko ją dogoniliśmy i po chwili Glud mógł już tylko przeklinać.
-Dzięki za pomoc.- powiedział Cethron kiedy już spokojnie mogliśmy iść stępem.
-Dobrze wiesz, że powinnam cię tam zostawić...- odarłam.- ale twój ojciec a mój wuj wyraźnie mi rozkazał po ciebie wracać. Czeka cię w domu solidna kara.
-Czyli mamy szczęśliwe zakończenie- rzuciła Kerrai.- Ja i twój kuzyn jesteśmy wolni a sekret antidotm nadal bezpieczny.- dziewczyna juz chciała mi oddać flakonik, ale pokręciłam przecząco głową.
-Zatrzymaj to w ramach podziękowania.
Cethron parę minut potem pojechał na zachód do swojego stada a ja z czystej nudy towarzyszyłam Kerrai.

Kerrai? Co robimy?